Historia

 

Na początku był chaos...
                                           ...potem był wielki wybuch... pomysłu :)

 i juz w 1994 wraz z grupą przyjaciół utworzyliśmy “Fundację Dzieci i Młodzieży PROM 2000”, której jednym z elementów działalności była Legnicka Akademia Survivalowa “LAS”

          U podstaw celem LAS-u była animacja środowisk młodzieżowych z terenu dzielnicy “Kartuzy”, jednak nasza szybko rozrastająca się sława objęła nie tylko całą Legnicę ale rejon Dolnego Śląska skąd docierali do nas nowi członkowie. Sam pomysł zrodził się z tego, iż będąc absolwentem 3 szkół przetrwania, co było modne na początku lat '90, chciałem coś ze swoja wiedzą zrobić. Nie tylko ją pogłębiać ale i przekazywać. Powstająca Fundacją była najlepszym sposobem na realizację tego pomysłu i tak w 1995r. zaczął się nabór i pierwsze szkolenia uczestników. Jak w każdej rodzącej się organizacji zaczynaliśmy od podstaw, z kilkoma “sznurkami”, karabinkami, uprzężami itd., ale za to z wielkim zapałem i determinacją do działania. Było nas wtedy dziewięciu. Zaraz potem magazyn zaczął się zapełniać namiotami, śpiworami i innym sprzętem turystycznym. Część z tego sprzętu służy po dziś dzień, co jest dowodem na duże zaangażowanie młodzieży w funkcjonowanie LAS, której jednym z zadań jest wypracowywanie poczucia własności i wartości majątku organizacji, od którego niejednokrotnie zależy komfort, zdrowie i życie.

         Już w roku 1995 zorganizowany został pierwszy obóz survivalowy w Lądku Zdrój dla 12-latków, gdzie uczyli się bytowania w dzikich warunkach, poprzez zakładanie obozowiska, podstaw wspinaczki z gotowaniem posiłków włącznie. Dziś kilkoro z tych dzieci jest nadal sympatykami i członkami LAS.

         Wspominając, uśmiech na twarzy starych członków rysuje obóz z 1996r., który przeszedł do historii jako “babski”. Z 14 uczestników, 10 to dziewczęta w wieku od 16-19 lat. Z organizacyjnego punktu widzenia było to porażką. Tylko proszę mnie nie oskarżać o szowinizm, ale był to obóz wędrowny z elementami wspinaczki na terenie Kotliny Kłodziej i jak same elementy wskazują, było dużo “żelastwa”, który ktoś musiał dźwigać... A jak do tego dodamy 1 tydzień ciągłego deszczu, przemoczone namioty, plecaki i 3 noclegi w skalnej grocie, to chyba komentarz jest tu zbędny :)

         1997 był rokiem rozkwitu Akademii. Mieliśmy bardzo mocna i zgraną ekipę. Wakacje zaczęliśmy od obozu dla młodszej grupy w Starym Gierałtowie k. Stronia Sląskiego. Potem był obóz wędrowny  w Beskidach, który był o tyle ciekawy, że odbywał się równolegle i obozem wędrownym prowadzonym przez Fundację, z tym że oni nocowali po schroniskach, a my tradycyjnie, byle gdzie. Cały czas urządzaliśmy im różnego rodzaju psikusy i byliśmy ich koszmarem nocnym. Niewiadomo skąd pojawialiśmy się nagle na ich szlaku i równie szybko znikaliśmy, niejednokrotnie porywając ze sobą pojedyncze jednostki z bardzo rozciągniętej grupy. Rok ten szczególnie utkwił w pamięci z powodu powodzi, która dotknęła całą Polskę. Właśnie kiedy wracaliśmy z Beskidów fala powodziowa przechodziła przez Legnicę i tu nie zważając na trudy podróży i zmęczenie w ciągu godziny po uruchomieniu sieci alarmowej prawie 100% członków stawiło się na wałach.

         Pierwszy kontakt z Jurą Krakowsko – Częstochowką i Pustynią Błędowską był w roku 1998. To miejsce i formy zajęć na obozie tak się spodobały, że powróciliśmy tam jeszcze 4 lata później.

         Tatry. Specyficzne miejsce i taki był obóz w 2000r. W zasadzie w ciągu 12 dni zaliczyliśmy najciekawsze obiekty, jak Rysy, Świnica, Granaty, Giewont, Kościelec, Zawrat, Kasprowy Wierch itd...

         Do tej pory kontakt LAS z morzem był tylko przy “Morskim Oku”, ale w 2001 roku górscy wyjadacze zapragnęli być wilkami morskimi i prawie się udało. Mając do dyspozycji chatkę 6km od brzegu i kilka pontonów spędzilibyśmy całkiem miło czas, gdyby nie sąsiad z posesji obok, na którego terenie był zawór wody do naszego domku. Bez wody i tak się obeszliśmy, ale on słuchał radosnej twórczości dziecięcej “(...)ch... mamy za bajorem, co nam wodę zatkał korem(...)”

         W 2003 odważyłem, się zrobić powtórkę “babskiego” obozu, ale już przy “zdrowych” proporcjach. Efekt był mile zaskakujący - dużo atrakcji i wspinania.

         Rok 2004 można by było okrzyknąć rokiem drwali po analizie obozu stacjonarnego na Pustyni Błędowskiej. Dziwnie ma się jedno do drugiego, ale niestety nasza piaszczysta perełka, została zalesiona decyzją urzędniczych bezmózgów i teraz porastają ją “piękne” 5- metrowe sosny. W tym to miejscu budowaliśmy chatkę z bali drewnianych i wyszło, co prawda bez profesjonalnego dachu, ale jednak...

         Były góry, było morze więc zostały tylko rzeki i jeziora. Połączyliśmy to przy organizowaniu w 2005r. spływu rzeką Obrą. Tu mogę ze spokojem sumienia powiedzieć, że był to największy wyczyn LAS-u. Dwa tygodnie  wiosłowania na pontonach to, dla informacji uczestników kajakowych spływów, wysiłek x 2. Większa waga pontonu i płaszczyzna powoduje iż po 3 godzinach wiosłowania marzy się o wymianie rąk, a były dni kiedy wybijała 10 godzina rejsu. Był to pierwszy w 100% męski wyjazd i myślę że galeria w niewielkim stopniu odda ducha imprezy.

         Opisując wyżej 10 lat LAS z perspektywy obozów, widać że jest coś co się nie powtarza, nawet wędrując tymi samymi szlakami. To tak jak z Heraklitowskim powiedzeniem: “nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki”. Legnicka Akademia Survivalowa cały czas ewoluuje, przeżywa wzloty i upadki. Raz jest 10 uczestników, a raz 30 i na to nie ma rady ani recepty. Po prostu każdy przychodząc ma jakieś oczekiwania, które albo zostają spełnione, albo zniecierpliwienie bierze górę i traci się młodą osobe. W tym wszystkim jest tyle dobrego, że nawet po kilkuletniej przerwie wracają do nas “starzy” członkowie, a ci którzy może z racji obowiązków rodzinnych lub innych przeszkód nie mogą z nami aktywnie spędzać czasu na obozach i wypadach weekendowych miło wspominają swoje członkostwo w szeregach LAS.

         Te obozy to tylko część z naszej juz w zasadzie 11 letniej historii, ponieważ najsilniejszą więź tworzą piątkowe spotkania klubowe oraz 1 -2 dniowe wypady poza miasto.

         Dzisiaj mamy bogate zaplecze techniczne z profesjonalnym sprzętem wspinaczkowym, turystycznym i łącznościowym. Mamy wspaniałych przyjaciół w postaci instytucji m.in. Świetlicy Terapeutycznej nr 1 w Legnicy, Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności Urzędu Miasta Legnicy i sklepu górskiego “LEO”, bez których wsparcia ten nasz dobytek i dorobek byłby naprawdę uboższy.

Poza tym jesteśmy postrzegani jako nieformalna grupa młodzieżowa, która naprawdę wychowuje i rozwija.

Pozostaje mi tylko zaprosić wszystkich chętnych bez względu na wiek i płeć do wspólnej zabawy.

 

                                                 Kamil Krupiński  - kamilaszek